„Zapiski najemnego żeglarza” (1989, 2010)

zapiski_ok__1_001„Zapiski najemnego żeglarza” to pełna zabawnych i dramatycznych momentów służba Krzysztofa Baranowskiego na niemieckim żaglowcu pasażerskim „Atlantis”. Autor jest siódmym z kolei kapitanem tej jednostki i pierwszym nie-niemieckim. Pozostali byli zwalniani po krótszym lub dłuższym czasie przez kapryśnego (albo wymagającego) armatora. Baranowski po kampanii na Morzu Śródziemnym doprowadza statek w środku zimy (bo takie życzenie armatora) do portu przeznaczenia czyli Hamburga, po czym sam się zwalnia, bo woli żeglować niż pilnować statku w stoczni. Opowieść pełna humoru i autoironii.

Krzysztof Baranowski jest nie tylko znanym żeglarzem, twórcą „Szkoły pod Żaglami”, animatorem budowy dwóch żaglowców – „Pogorii” i „Fryderyka Chopina”. Do jego dorobku dodać należy także dwukrotną samotną żeglugę dookoła świata, wiele rejsów z młodzieżą, tysiące mil morskich przebytych na wielu akwenach i wielu jednostkach. Ale Baranowski okazuje się być także płodnym pisarzem. Ironista może w tym miejscu dodać, że to nadprzyrodzona ilość talentów jak na jedną osobę.

  My jednak tutaj nie będziemy się zajmować pozostałymi talentami kapitana, skupimy się jedynie na jednym – talencie literackim. Trzeba przyznać, że pisze ciekawie, jest dobrym obserwatorem, potrafiącym nawet błahemu wydarzeniu, epizodowi nadać rumieńców. To powoduje, że opisywane przez niego zdarzenia jawią się ciekawie. W opisach sytuacji jakie mu się przydarzają potrafi odnaleźć tę iskierkę humoru, która powoduje, że lektura naprawdę nie tylko jest interesująca, ale i zabawna.

    „Zapiski najemnego żeglarza” to książka opisująca jeden z epizodów barwnego życia autora, który podjął się prowadzenia w celach zarobkowych żaglowca wycieczkowego. Dziwny i nieprzewidywalny armator, statek sprawiający wiele kłopotów, takaż załoga i wreszcie pasażerowie, to wybuchowa mieszanka, z którą musi sobie autor poradzić. Co tu jeszcze dodać, może i nie jest to marynistyczna proza o randze conradowskiej, ale przecież nie takie były (chyba?) ambicje Krzysztofa Baranowskiego. To tylko, albo aż, barwna, dowcipna opowieść.

Tawerna Skipperów 2011

Pod żaglami życie nie zawsze płynie jak w bajce. Zwłaszcza, kiedy trzeba tam pracować, spełniając oczekiwania turystów i armatora, równocześnie nie tocząc wojny z załogą, za to tocząc z niesprawnymi urządzeniami. O czym prawie każdy, kto próbował żyć z żeglarstwa, miał okazję się przekonać.

Jak wybrnąć z takiej próby zachowując opinię fachowca i poczucie humoru opisał kapitan Krzysztof Baranowski w książce „Zapiski najemnego żeglarza”.

Książka ta, wydana kiedyś w mniejszym, niż zwykle nakładzie, była też mniej znana, stąd warto sięgnąć teraz po drugie wydanie, (w ramach Biblioteki Szkoły pod Żaglami).

 Koniec „komuny”, pokład żaglowca Atlantis z międzynarodową załogą, od Turcji latem po Hamburg w lodach…  zacząłem czytać wieczorem, skończyłem następnego dnia przed południem.

Ostrzegam zatem – jeżeli nie masz, Czytelniku, czasu, kup coś mniej pasjonującego.

Jacek Kijewski „Jachting” nr.6/2010

   Autor zaciąga się na żaglowiec pasażerski niemieckiego armatora „Atlantis”. Poprzedni kapitan do ostatniej chwili nie wie, że ma być zwolniony, a nawet gdy się o tym dowiaduje nie bardzo rozumie za co się go zwalnia. A jest to już siódmy kolejny kapitan na tym statku. Krzysztof Baranowski staje przed trudnym zadaniem – w ciągu paru godzin musi wyciągnąć od swojego poprzednika jak najwięcej informacji – jak się okazuje większość wiadomości jest zniechęcająca. Armator życzy sobie, żeby nowy kapitan wychodził jak najszybciej, czyli w środku nocy. Z duszą na ramieniu Baranowski wypływa – mimo usterek, mimo niechętnej załogi, mimo braku znajomości statku.

Barkentyna „Atlantis” ożywa, gdy wsiadają pasażerowie. Ale dla kapitana to dodatkowa zgryzota. zapiskiBaranowski nie zaniedbuje swoich obowiązków wobec pasażerów, co opisuje z przymrużeniem oka, ale równocześnie musi sobie poradzić z niesnaskami w załodze profesjonalnej. Ma świadomość, że ktoś donosi armatorowi o wszystkich jego posunięciach, ale chyba donosy nie są na tyle obciążające, by kapitana zwolnić. Zwolnieni zostają inni członkowie załogi.

„Atlantis” ma płynąć na sezon zimowy na Bahamy, ale armator zmienia plany i decyduje się sprowadzić żaglowiec do Hamburga. Jest wyjątkowo sroga zima, ale Baranowski bezpiecznie doprowadza statek do stoczni, zdegustowany jednak tym, że zamiast pływania pozostaje mu nadzór stoczniowy w charakterze dozorcy. Składa rezygnację czym budzi zdumienie armatora, bo jest pierwszym kapitanem, który nie został zwolniony.

Wydawnictwo Iskry, 1989

Kapitanie,

Czytam Pana zapiski i cieszę się, że mój znajomy dał mi tę książkę mówiąc: „… masz na drogę”. W pociągu z Warszawy do Gdyni otworzyłem ją i chciałem zamknąć po kilku zdaniach. Jestem żeglarzem z małych łódek, ale nie małej wiary. Zawsze sobie i innym staram się dać drugą szansę. W tym wypadku dałem ją sobie, bo nie czytając książki dalej, straciłbym wiele. W zeszłym roku pierwszy raz wynająłem się jako sternik na rejs i regaty w Grecji. Jacht był tylko i aż 43 stopowy. Wiatr do 8 B. Czytając Pana przejęcie Atlantis od poprzednika, Pana obawy i dalsze przygody opisywane tak szczerze łącznie z małostkowymi ocenami, które tworzą koloryt i głębię, widziałem siebie. W tym roku w sierpniu odwiedziłem Marmaris. Poleciałem tam z moją dziewczyną odpocząć. Oprócz kąpania się całymi godzinami odbyliśmy dwie wycieczki. Jedną tandetną, Safarii i drugą statkiem jednym z wielu, ale trasą częściowo opisywaną przez Pana w zapiskach. Wejście i okolice Marmaris. Żałuje, że spóźniłem się tych „kilka” lat kiedy Pan tam kotwiczył. Widziałem Atlantis, ale nie ten co trzeba.
Krzysiek Kuczyński 2011

Z naszej galerii

SONY DSC SONY DSC st_pierre edynburg-1994 lud0279k na_rejach_002
Ranking stron żeglarskich