„Drugi raz dookoła świata” (2003,2010)

Drugi raz okladka 001Relacja z drugiego samotnego rejsu Krzysztofa Baranowskiego, tym razem trasą pasatową, prawie trzydzieści lat po rejsie pierwszym. Pełna refleksji i odniesień do innych rejsów opowieść starszego pana, który z dystansem wspomina swoje osiągnięcia i nie wstydzi przyznać się do porażek.   Krzysztof Baranowski nadal pozostaje jedynym Polakiem, który ma za sobą dwa samotne rejsy dookoła świata.

Również w wersji audio, czytana przez Henryka Pijanowskiego:

http://e-booksweb.pl/audiobooki/drugi_raz_dookola_swiata__solo_na_bis__p30591.xml

Recenzja „Sail-ho” Krzysztof Baranowski należy do tych żeglarzy, którzy nie tylko swoje przeżyli (tych jest wielu), ale też potrafią to w pasjonujący sposób opisać (a to talent dany nielicznym). Na książkę „żeglarską” (bo „Samotny żeglarz” to jakby inna tematyka…) trzeba było trochę poczekać. Ale warto było. Wspomnienia z drugiego samotnego rejsu dookoła świata, tym razem na jachcie Lady B (ex. Wojewoda Pomorski), ilustrowane wspaniałymi zdjęciami i napisane tak, że trudno oderwać się od lektury.

Jacek Kijewski

 
Recenzja Jacka Czajewskiego w „Żaglach” (08/2003)

Drugi raz dookoła

Każdą książkę lepiej się odbiera, czytając ją w całości niż w odcinkach.

Tak też jest z najnowszą pozycją Krzysztofa Baranowskiego DRUGI RAZ DOOKOŁA ŚWIATA, poświęconą drugiemu, samotnemu rejsowi autora wokół globu, której fragmenty, opisujące poszczególne etapy rejsu, drukowaliśmy w „Żaglach”.

Przypomnijmy zatem, że tym razem kapitan Baranowski żeglował na jachcie „Lady B.” (były „Wojewoda Pomorski”) w okresie wrzesień 1999 – sierpień 2000, trasą przez Kanał Panamski i Sueski. Warto też podkreślić, że recenzowana książka odbiega treścią i układem od sztampowych, kronikarskich i nieco nudnawych rejsowych relacji. Jest napisana zwięźle i ciekawie. Przede wszystkim ukazuje trudności organizacji rejsu oraz wewnętrzne przeżycia samotnego żeglarza, jego rozterki, nawet strach, trud żeglugi wynikający z tego, że ma się do dyspozycji tylko jedną parę rąk i klejące się z braku snu oczy, a jacht nie jest ani najnowszy, ani właściwie wyposażony.

Autor nie ukrywa też jednak satysfakcji przekraczania progów nieosiągalnych dla większości zwykłych zjadaczy chleba, a nawet nieistniejących w ich świadomości. Książka jest napisana świetnym językiem, dowcipnie, ze sporą dozą ironii i autoironii,ładnie wydana, ilustrowana dobrymi zdjęciami, zaopatrzona w mapki.
Recenzja MS z „Rejsu (08/2003) Solo na bis Nakładem wydawnictwa „Świat Książki” ukazała się relacja z wokółziemskiego rejsu Krzysztofa Baranowskiego pod tytułem „Drugi raz dookoła świata,”Solo na bis”.

Pod wieloma względami był to niezwykły rejs; Baranowski jako jedyny Polak dwukrotnie opłynął świat, powtórnie prawie 30 lat po pierwszym wyczynie, i nowa publikacja jest plonem tej podróży. W tym czasie zmieniło się chyba wszystko, ale na kartach tej książki odnajdujemy echa pierwszej wyprawy dziś oglądane z dalekiej perspektywy.

Autor czasem wraca do tamtego rejsu, czasem czyni to między wierszami, ale zawsze z dystansem wobec siebie. Baranowski pisze zajmująco, to oczywiste, ale w tej książce dokonał rzeczy niebywałej. Napisał bardzo ciekawą książkę o monotonnym rejsie.

U autora wszystko może stać się interesujące i warte opisania – nawet bączek kolebiący się przy burcie. Jedna rzecz zasługuje jednak na szczególną uwagę. Autor zaplanował swój rejs i z żelazną konsekwencją do niego zmierzał, a następnie bezawaryjnie, mimo nie pierwszej już młodości, ukończył.

Do pisarskiego dorobku doszła jeszcze jedna książka, którą z pewnością warto przeczytać.

 

Recenzja Macieja Kuczyńskiego  z mieś. „Nowe książki” (1/2004)

 Okrążanie kuli

  Reportaże żeglarskie to oddzielny gatunek mający swoich miłośników nie tylko wśród żeglarzy. Opis rejsu, choćby nie wiem jak źle napisany, wciąga czytelnika, tak jak żeglarza horyzont. Gdy raz wszedł na pokład z autorem i  wypłynął z nim z portu, uparcie i wiernie towarzyszy mu przez oceany.

Każda z tych książek jest tym samym: odcumowanie, grot, fok, fala, samoster, łopot, sztorm, kambuz, mapa, wypadanie z koi… I cóż z tego? To umowna fabuła, baśń o dalekich morzach, która nie musi niczym zaskakiwać. Oczywiście dobrze, jeśli ją ożywiają przygody, dramatyczne zmagania, retrospekcje autora i jego osobiste wyznania. Ale gdy ich nie ma i tak czytamy od deski do deski, czekając cierpliwie na port przeznaczenia, który jest wystarczającą i jedyną puentą opowieści morza.

   Tym wstępem śmiertelnie wystraszyłem autora, którego książkę właśnie mam przedstawić. Niech się pan uspokoi, kapitanie! Pana opowieść znakomicie reprezentuje gatunek.

   Mamy w Polsce kilkoro, wypuszczających się jeszcze na wodę, weteranów, „okrążaczy” Ziemi, a wśród nich wyczynowców pierwszej klasy, kpt. Krystynę Chojnowską – Liskiewicz, pierwszą kobietę, która zrobiła to samotnie, i kpt. Krzysztofa Baranowskiego, który w najbardziej sportowym stylu zamknął dwie pętle, w dwie przeciwne strony.

   Właśnie o jego książkę chodzi. Opisuje w niej swój drugi, samotny rejs dookoła świata. To dobre, przyjemne, lekkie, nie nużące morskie pisanie doświadczonego autora, i warto z nim popłynąć. Jeśli cokolwiek mogę mu zarzucić, to tylko to, że wprawdzie żartobliwie, ale jednak próbuje uzasadnić, po co i dlaczego po raz kolejny wypuścił się na oceany. A przecież wyruszanie na morze, podobnie jak w góry, nie wymaga żadnych tłumaczeń. Musimy żeglować i musimy się wspinać, musimy wchodzić w nieznane, bo to zadany nam przez przyrodę instynktowny wzorzec zachowania. Lektura tych książek też jest formą jego spełnienia – najłatwiejszą, bez wstawania z fotela.

   Razem z „Lady B.” okrążyłem więc Ziemię , odwiedziłem egzotyczne mariny, czyli porty jachtowe, Seszele, Martyniki, Darwiny, Adeny , Herakliony, Tahiti, przemierzyłem Atlantyk i Pacyfik, Morze Czerwone i Arafura, wysłuchałem wspomnień kapitana o jego dawniejszych rejsach i dojrzało we mnie przekonanie, że Krzysztof Baranowski jest prawdziwym żeglarzem!

Nie robię odkrycia? A jednak! Może sam o tym nie wie? Prawdziwych jest niewielu! Nie zaliczam do nich każdego, kto wchodzi na jacht, by popływać albo wygrać regaty. Baranowski cały jest pływaniem i jachtem, i morzem, i strachem przed żywiołem, i tęsknotą za portem i kobietą, która czeka powrotu żeglarza, podążając na skrzydłach samolotów do jego kolejnych przystani. Dlatego treścią opisu jest morska codzienność, pokładowa praca, szarpanina z żaglami, zwykłe myśli, radości i niepokoje żeglarza.

Niczego nie udaje, nie koloryzuje, nie przybiera póz wilka morskiego, nie dodaje napięcia, sytuacji grozy, bo mu to nawet nie przychodzi do głowy: jest człowiekiem na morzu, tak bardzo na swoim miejscu, jak to tylko możliwe dla ssaka lądowego. Dlatego konkluduje: „A co ja odkryłem w tym nikomu niepotrzebnym rejsie dookoła świata? Chyba po raz kolejny to samo – że lubię żeglować, że „Lady B.” jest wspaniałym jachtem, a Lady B. wspaniałą kobietą”. A ja dodam od siebie: to nie jest „lubienie” – to potrójna miłość!

 

                                                                                Maciej Kuczyński

Z naszej galerii

na_rejach_002 edynburg-1994 SONY DSC st_pierre SONY DSC lud0279k
Ranking stron żeglarskich