„Bujanie w morskiej pianie” (2014)

      okładka Buj 001Właśnie wyszła moja nowa książka w serii Biblioteki Szkoły pod Żaglami. Jest to zbiór opowiadań i reportaży z minionego półwiecza – niektóre nigdy nie publikowane, inne drukowane w „Żaglach” czy „Morzu”, jeszcze inne zaczerpnięte z dawno wyczerpanych nakładów książek. Historia polskiego żeglarstwa przez pryzmat przeżyć pojedynczego żeglarza. (dostępna  w MPiK za pełną cenę i za pół ceny ale z  imienną dedykacją na stronie www.szkolapodzaglami.org.pl z błyskawiczną dostawą kurierem).

JERZY  KULIŃSKI (SSI) – Jeszcze jedna książka Krzysztofa Baranowskiego

Kim jest Krzysztof Baranowski wiedzą wszyscy. Od starców do małolatów. To znajomy wszystkich Polaków. I choćby dlatego warto zainteresować się najnowszą książką pt. BUJANIE W MORSKIEJ PIANIE. Jest to zbiór 42 krótkich, nie nudnych opowiadanek z wieloletnich morskich przygód, doświadczeń i obserwacji nie tylko najwybitniejszego z polskich żeglarzy, ale i człowieka czynu, który na innych się nie ogląda. W podtytule użyłem słowa „retrospektywna”. Nie znaczy to, że mamy doczynienia z definitywnym podsumowaniem życiorysu, bo jak mi wiadomo Krzysztof niebawem znowu wyprowadzi żaglowiec na morze. No więc może powinienem określić tą książkę jako „okresowe rozliczenie” 🙂

 

Krzysztof Baranowski, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej jest autorem 17 książek, ponad 50 filmów, niezliczonych artykułów, prelekcji, odczytów i wywiadów publikowanych w prasie, telewizji, radiu, a nawet w kolorowych pisemkach kobiecych. Żegluje uparcie przez dziesięciolecia. Którędy żeglował i dokąd dopłynął (np. 2 razy solo dookoła ziemi) – zobaczcie na zamieszczonej mapce. Oceany, oceany, ale kiedy przed laty zacząłem go podptywac o Helsinki (dokąd akurat się wybierałem) to okazało się, że Bałtyk to dla niego raczej za ciasny, że nie był..
BARANOWSKI_trasy_REJSOW
Siedziałem kiedyś z Krzysztofem na jego stoisku targów „Wiatr i Woda”, kiedy odwiedził nas podpalony amator samotnego okrążenia globu. Przepytywał Krzysztofa tak intensywnie, że w końcu doczekał się riposty: „a jakie książki o żegludze oceanicznej już pan przeczytał„? „Hmm – na razie żadnej„. Wtrąciłem swoje 3 grosze: „to po przeczytaniu trzydziestej niech pan tu za rok do kolegi Krzysztofa powróci”. Tak, tak – żeglowanie należy zaczynać od czytania.
A książka czyta się gładko. Sporo ciekawycvh i pouczających sytuacji, przypomnień w jakich to dziwnych czasach przyszło nam zacznać, jest coś o uroczej Wendy i dużo dialogów. I jak to naprawdę było z tym m/s „Generał Popławski”. Czyli szczerze do bólu.
Objętość 220 stron, oprawa twarda. Wydawca: Fundacja „Szkoła pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego” .
Ceny nie znam, bo to podarunek i z cenna dedykacją.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge

JACEK CZAJEWSKI – recenzent „Żagli”

Do długiej listy swych książek, będących repotażami z konkretnych żeglarskich wypraw, kapitan Krzysztof Baranowski dodał jeszcze jedną, o przewrotnym tytule Bujanie w morskiej pianie„. Składa się na nią zbiór refleksji związanych z niezwykle bogatym, żeglarskim życiorysem Autora, wspomnień, essejów, drukowanych niegdyś i niedrukowanych opowiadań. Nawiązują one do różnych jego działań, przygód, jachtów, rejsów, sylwetek spotykanych ludzi, w luźnym  układzie tematycznym i bez zachowania porządku chronologicznego.  Z całości wyłania się przedstawiony z dużym talentem literackim obraz piękna i grozy morza,  twardej walki z przeciwnościami losu na wodzie i lądzie, fenomenu żeglarstwa, zwłaszcza polskiego, jego wspaniałej historii i uwarunkowań od połowy XX wieku po dzień dzisiejszy. Dla młodego czytelnika książka będzie wielkim odkryciem tego wszystkiego, dowodem, że można spełniać najśmielsze marzenia, choć nie jest to łatwe.  Dla starszego pokolenia, które pływało w tych samych czasach i na tych samych jachtach co kapitan Baranowski, szkoliło się w tej samej Jastarni i Trzebieży, zawijało do tych samych portów – lektura tej książki to fascynujący, nostalgiczny rejs w lata młodości.

POSŁOWIE KAZIMIERZA  ROBAKA

   O tym, co w tym zbiorze jest, Autor napisał we wstępie. Można do tego oczywiście dodać, że styl jego prozy jest jednocześnie lapidarny i obrazowy, precyzyjny i metaforyczny. Że opowiadania te, z pozoru wyrywkowe i fragmentaryczne, dają obraz życia i osiągnięć nie tylko jednego z największych żeglarzy polskich i światowych, ale i nieprzeciętnej osobowości. Że mają cechy zarówno dokumentu, jak i fikcji literackiej. Wreszcie: że jest to najnowsze opus pisarza, którego poprzednie książki rozchodziły się w milionowych nakładach, tak po polsku, jak w tłumaczeniach.

   Krzysztof Baranowski jest żeglarzem i pisarzem. Jest to formułka wygodna, ale ograniczona. Niniejszy tomik opowiadań nie czyni prawie nic, by ów stereotyp obalić lub choćby tylko rozszerzyć. Dlatego, moim zdaniem, najciekawsze jest to, czego w tym zbiorze nie ma.

   A nie ma prawie nic o tym, że drugą, obok żeglarstwa, dziedziną, w której Krzysztof Baranowski ma zasługi nieprzecenione, jest edukacja, w której wykorzystuje on – jak na żeglarza przystało – długi rejs morski jako najważniejszy element wychowawczy.

   Autor dokonał w żeglarstwie wystarczająco dużo, by móc czerpać z tego sławę i chwałę do końca życia, jak większość sportowych mistrzów. To mu jednak nie wystarczało i w ten sposób, na początku lat 80. ubiegłego wieku, narodziła się jedna z najbardziej niezwykłych i wartościowych inicjatyw w polskiej edukacji:

Szkoła pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego, który pisał:

 

Moja Szkoła pod Żaglami jest dla tych, którzy chcą przekroczyć ciasne horyzonty egoizmu i wypłynąć na szerokie wody – poznać smak ciężkiej pracy na pokładzie żaglowca, nie tracąc przy tym nic ze szkolnego programu. Namawiamy młodzież, by zauważyła obok siebie innych, potrzebujących pomocy ludzi i okazała im pomocną dłoń. Za pracę dla innych nagradzamy tym, co uważamy za najlepsze – morską żeglugą. Dzięki morzu i jego walorom kształcimy nowe elity.

 

Imprez ze „szkołą” i „żaglami” w nazwie jest w Polsce i na świecie wiele, jednak Szkoła Pod Żaglami Kapitana Baranowskiego różni się od nich zasadniczo:

– o dostanie się do niej trzeba walczyć, długo i w wielu dziedzinach, wśród których jest wielomiesięczna praca opiekuńcza jako próba charakteru, konkurs sprawności fizycznej i intelektualnej;

– za prawo wejścia na pokład i cały rejs płaci się wyłącznie własnym wysiłkiem, a nie pieniędzmi rodziców;

– oprócz normalnych zajęć związanych z żeglugą jest w niej codziennie 5 lub 6 lekcji, z klasówkami i ocenami, jak w „normalnej” lądowej szkole;

– nauka w niej trwa nieustannie: po lekcjach lekcji trzeba pełnić służbę na wachtach, ale można też praktycznie o każdej porze prosić nauczycieli o wyjaśnienia, powtórzenia lub rozszerzenia omawianych na lekcjach tematów;

– jej założeniem jest to, że trwać powinna kilka miesięcy, a najlepiej jeden semestr: młodym ludziom potrzeba dwóch miesięcy na integrację i nabranie rutyny – zazwyczaj dopiero trzeci i dalsze miesiące przynoszą pełną satysfakcję z żeglugi i nauki, zaś działanie w zespole staje się przyjemnością, a nie obowiązkiem.

 

Mimo elitarności, celem Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego nie jest wychowywanie czempionów, rekordzistów czy noblistów. Zadanie zostaje spełnione, gdy z pokładu schodzą młodzi ludzie świadomi swej wartości, rozumiejący zasadę współpracy w grupie. W przyszłości wyrosną na aktywnych i rzutkich obywateli, o których potocznie mówi się „porządni i wartościowi ludzie”.

 

Wszyscy dotychczasowi absolwenci i absolwentki zgodnie twierdzą: Szkoła Kapitana była dla nich bodźcem, odskocznią i akceleratorem podczas wkraczania w etap dorosłości i w dalszej, samodzielnej karierze; otworzyła im drzwi do świata, pomogła uwierzyć we własne możliwości, jasno sprecyzować cele życiowe, zmobilizować do wysiłku dla ich osiągnięcia. Wszyscy ci młodzi ludzie stali się postaciami wybitnymi w swych środowiskach.

Nad tym, że od tak wychowanej młodzieży zależy przyszłość zbiorowości, w której przyjdzie im działać, rozwodzić się nie trzeba, gdyż – w Polsce przynajmniej – są to prawdy znane (choć niestety rzadko popierane na szczeblu państwowym) od czasów Odrodzenia.

 

W opowiadaniach tu przedstawionych wiele jest o wychowawczej roli i wpływie morza na proces kształtowania młodych charakterów, ale te opisy mają charakter ogólny. Nawet po dokładnym przeczytaniu skróconego spisu dat w żeglarskim życiorysie Autora trudno się domyślić, co naprawdę kryje się za enigmatycznymi wzmiankami o powołaniu czy reaktywowaniu Fundacji „Szkoła pod Żaglami”.

 

A kryje się wiele.  Walcząc o realizację swego projektu Krzysztof Baranowski doprowadził do zbudowania dwóch żaglowców: PogoriiFryderyka Chopina. Oba były siedzibą Szkoły Pod Żaglami, ale obu nie udało się utrzymać, gdyż Szkoła nie jest instytucją zarobkową i musi bazować na dotacjach. Tych zaś nie było.

To, co dzieje się na etapie szkół podstawowych i średnich, procentować będzie dopiero kilkadziesiąt lat później, kiedy dzisiejsze dzieci decydować będą o kraju, jego prestiżu i dorobku. Opłacalność inwestycji w wychowanie młodych pokoleń trudno przełożyć na kwoty pieniężne. Dlatego Kapitan nieprzerwanie stuka do drzwi instytucji i ministerstw opowiedzialnych za polską edukację i wychowanie. Ale o dotacjach z budżetu Szkoła Pod Żaglami może tylko pomarzyć, więc utrzymuje się dzięki sponsorom prywatnym, z którymi – samo życie – bywa różnie. I tak samo bywa ze Szkołą.

 

 

Fundacja wciąż jest na dorobku: na własny żaglowiec pieniędzy wciąż nie wystarcza, a za czarterowanie armatorzy liczą słono. Im jednak nie ma się co dziwić. Jeśli komu dziwić się można, to władzom oświatowym i ich obojętności.

 

Tego wszystkiego z niniejszego zbioru można się jedynie domyślać. Gdzieś na uboczu pozostają prawdziwie dramatyczne sploty akcji, która trwa: gdyż Krzysztof wciąż o swoją Szkołę walczy, wśród burz i sztormów znacznie groźniejszych niż prawdziwe, bo na oceanie biurokracji, niechęci i obojętności.

W tym wszystkim wykazuje niewiarygodny optymizm, determinację i konsekwencję działania – wszak jego Szkoła Pod Żaglami wciąż płynie, a z pokładów żaglowców rok w rok schodzą uśmiechnięci, radośni – i lepsi – młodzi ludzie.

 

Pewnie dlatego opowiadania te są jak pogodna gawęda przy kominku: pełna suspensów, ale zakończona szczęśliwie, gdyż żeglarz pokonał morskie straszydła, wrócił do Itaki i swej Penelopy, i wszystko nam teraz opowiada.

A sprawy mniej sympatyczne? Sądzę, że Autor ma ich dosyć na co dzień, więc pominął je rozmyślnie. Prawdopodobnie nawet nie sądząc, że zechce je przypominać piszący niniejsze posłowie.

 

W naszym żeglarstwie Krzysztof to druga obok Zaruskiego postać. Zaruski przed wojną, a on po wojnie. Bo akurat nam nikt nie powie, że jest człowiek, który po wojnie zrobił więcej propagandy dla żagli i dla wyprowadzenia małolatów na morze niż Krzysztof.

 

Pisałem tak 30 lat temu, w mojej opowieści o pierwszej Szkole Pod Żaglami. Dziś nie zmieniłbym w tej kwestii ani słowa.

 

Kazimierz Robak

Tampa, FL. 18 grudnia 2013.

 


polo ralph lauren uk
ralph lauren polo sale
ralph lauren shirts sale

Z naszej galerii

SONY DSC st_pierre edynburg-1994 na_rejach_002 lud0279k SONY DSC
Ranking stron żeglarskich